A A A

„Mąż pani Walasiewiczówny..."

Pani była zupełnie rozbita nerwowo i wytrącona z równowagi. Mąż jej od kilku lat leczył się z powodu ciężkiej nerwicy i impotencji, a ona, pomimo że była aktualnie w wieku wysokich potrzeb seksualnych, starała się stworzyć mu idealne warunki, jakich wymagało leczenie: abstynencja, oddzielna sypialnia, idealny spokój w domu oraz przejęcie części obowiązków na swoje barki. Mężowi najlepiej pracowało się w instytucie,,we własnym gabinecie, a jej ze względu na obowiązki domowe (posiadali dwoje dzieci nastoletnich) łatwiej było swoje zajęcia skojarzyć z pracą domową. Tak, że niejednokrotnie całymi dniami pracowali niezależnie od siebie. Po dwóch latach takiego trybu życia, nastawionego wyłącznie na leczenie i ratowanie współmałżonka, dostała pocztą paczkę listów miłosnych, które mąż pisywał do ich wspólnej znajomej, jednej z asystentek instytutu, właśnie w okresie „ciężkiej nerwicy", która go trapiła. Okazało się z korespondencji, że sprawy zaszły tak daleko, iż dyskutowano ewentualność rozwodu i ponownego małżeństwa. Tu jednak on postawił sprawę twardo i nie zgodził się na wszczęcie kroków rozwodowych, co stało się przyczyną paskudnego gestu, jakim było wysłanie listów żonie. Pani ta miała drugiego przyjaciela równolegle, z którym ostatecznie zawarła związek małżeński. Jednym słowem gest wynikał z „czystej miłości bliźniego". Żona była absolutnie zdecydowana na rozwód, i to nie ze względu na tzw. przelotny flirt, który u mężczyzn w tym wieku nie jest zbyt groźny, ale ze względu na całą „dekorację nerwicową", jaką zorganizował partner.